jeszcze jeden blog
Oglądam książki, czytam seriale i w dodatku o nich piszę.
środa, 15 grudnia 2021
niedziela, 3 listopada 2019
Kimkolwiek jesteś, znajdę cię
W 2010 napisałam tekst o zaletach Facebooka. Po lekturze "Kimkolwiek jesteś" Jakuba Szamałka żadnego ze swoich tekstów nie mam ochoty tak bardo usunąć, jak tego.
Zaczęłam czytać w piątek wieczorem. Byłam dopiero na drugiej stronie, kiedy dotarłam do tego opisu Mińska Mazowieckiego:
"... asfalt był nierówny, rozdjeżdżony przez tiry. Weszła na plac Kilińskiego (...). Z jednej strony skweru stały parterowe drewniane chatki kryte papą, które pamiętały jeszcze czasy zaborów, z drugiej - lśniąca nowością trzypiętrowa kamienica, kamień i szkło, krawędzie ostre jak brzytwy. Mińsk Mazowiecki był pełen kontrastów, był jak krzykliwe reklamy, które go oblepiały. Nic tu do niczego nie pasowało i wszystko nie miało sensu, wszystko się ze sobą gryzło: Stary Rynek, na którym nie było żadnych starych budynków, salon sukni ślubnych Elegantka wciśnięty między monopolowy a hurtownię kartonów, zabytkowy kościół naprzeciwko obskurnego bazaru otoczonego drucianą siatką, na której powiewały wieszaki z koszulami nocnymi w kwieciste wzory".
i poczułam jak - z braku lepszego określenia - każde zdanie wbija mi się mózg. Widziałam wyraźnie cały Mińsk Mazowiecki, skupiający jak w soczewce wszystkie wady planowania przestrzennego Polski średnich miast. Potem towarzyszyłam Olegowi, Polakowi z Białorusi, który zaczął pracę w pewnej sieci społecznościowej i razem z nim zgrzytałam zębami na dźwięk korporacyjnej nowomowy i przeżywałam stres związany z pracą moderatora; muszę przyznać zresztą, że to był mój ulubiony wątek drugiego tomu trylogii "Ukryta Sieć" Jakuba Szamałka, co nie oznacza, że mnie nie interesowały pozostałe: śledztwo dziennikarskie w sprawie zamordowanej camgirl, które wplątało Julitę Wójcicką w niebezpieczną akcję poszukiwawczą i kulisy internetowej kampanii wyborczej pewne partii politycznej. Wciągnęły mnie do tego stopnia, że do książki wróciłam natychmiast, w sobotę rano, przerywając w zasadzie tylko na zaczerpnięcie oddechu. Szamałek nie daje zbyt dużo wytchnienia, czasami tylko rozładowuje napięcie. Na przykład, kiedy Julita odkrywa, że jej partner in crime, Polak wietnamskiego pochodzenia ma na imię Jan Kazimierz, a nieco zawstydzony Janek przyznaje, że rodzice w poszukiwaniu polskich imion zainspirowali się... Pocztem królów polskich.
Jeżeli chodzi o Julitę, to podoba mi się, że autor nie próbował z niej zrobić superbohaterki i na przykład nie kazał jej walczyć z płatnym mordercą, co musiałoby się skończyć jakimiś dziwacznymi zabiegami fabularnymi, typu "na wpół przytomna, uderzyła na oślep, przypadkiem trafiła w potylicę, wykorzystując moment kiedy napastnik zmieniał nabój, po czym usłyszała głuchy odgłos padającego ciała". Nic z tych rzeczy.
Po drugie, Julita nie jest wzorem cnót wszelakich, zwłaszcza kiedy wczujemy się w sytuację jej partnera. Najlepiej to chyba podsumowuje siostra Julity Magda, zarzucając dziennikarce bezmyślną pogoń za adrenaliną, kosztem najbliższych. Pada określenie "adrenaline junkie" i co ciekawe, ostatni raz kiedy pomyślałam w ten sposób o jakimś dziennikarzu miał miejsce po obejrzeniu "Jeszcze jednego dnia życia" poświęconemu wyprawie Kapuścińskiego w głąb rozdartej wojną Angoli.
Wracając do mojego ulubionego wątku, to podobało mi się zestawienie wspomnianej już korporacyjnej nowomowy i dizajnu (pogodne widoki na ścianach) z pracą moderatora wycinającego nieodpowiednie treści (na przykład filmy z egzekucji). Poruszyła mnie też rozmowa szefowej działu bezpieczeństwa z Olegiem, która każe się zastanowić, na ile same wpływamy na obecny kształt mediów społecznościowych klikając w linki o chwytliwych, sensacyjnie brzmiących tytułach. Sama pamiętam, jak jakiś czas temu po Twitterze krążył link do pewnego coveru sióstr Godlewskich. Znaczna część podających dalej ubolewała nad niskim poziomem dzieła i ogólnym upadkiem kultury, nie zadając sobie pytania, po co w ogóle obejrzeli ten klip, wiedząc doskonale, co ich czeka. Na artystkach pewnie ich komentarze nie zrobiłyby większego wrażenia, obie panie ucieszyłyby się zapewne wiedząc, że ich utwór ma coraz większe zasięgi. Tak to działa - patocelebryci sami nie subskrybują swoich kanałów, ani sami sobie nie nabijają zasięgów.
Ten watek zresztą też się pojawia w "Kimkolwiek jesteś", ale autor go nie rozwija. Trochę szkoda, ale od czego będzie następna część cyklu, Szamałek zostawił nas z suspensem, o którym nie mogę zbyt wiele napisać. Dlatego zmienię temat i dodam jeszcze na koniec, że jestem również pod ogromnym wrażeniem pracy włożonej w książkę. W jednym z wywiadów autor przyznaje, że celem zdobycia informacji surfował po darknecie... Wiedziona ciekawością znalazłam w 5 minut instrukcje jak wejść do darknetu, ale chyba zabrakło mi odwagi, żeby z nich skorzystać (albo wyjątkowo wykazałam się rozwagą). Walor edukacyjny książki jest zresztą nie do przecenienia, po kilku godzinach czytania całkiem sporo nauczyłam się o algorytmach Facebooka.
Bez żadnej przesady mogę powiedzieć, że "Kimkolwiek jesteś" może nie być kandydatem do NIKE, ale (razem z pierwszą częścią trylogii) jest jedną z najważniejszych książek, jakie w ubiegłym roku przeczytałam.

Jakub Szamałek
"Kimkolwiek jesteś"
"Ukryta Sieć," cz. 2
Wydawnictwo WAB, 2019
Zaczęłam czytać w piątek wieczorem. Byłam dopiero na drugiej stronie, kiedy dotarłam do tego opisu Mińska Mazowieckiego:
"... asfalt był nierówny, rozdjeżdżony przez tiry. Weszła na plac Kilińskiego (...). Z jednej strony skweru stały parterowe drewniane chatki kryte papą, które pamiętały jeszcze czasy zaborów, z drugiej - lśniąca nowością trzypiętrowa kamienica, kamień i szkło, krawędzie ostre jak brzytwy. Mińsk Mazowiecki był pełen kontrastów, był jak krzykliwe reklamy, które go oblepiały. Nic tu do niczego nie pasowało i wszystko nie miało sensu, wszystko się ze sobą gryzło: Stary Rynek, na którym nie było żadnych starych budynków, salon sukni ślubnych Elegantka wciśnięty między monopolowy a hurtownię kartonów, zabytkowy kościół naprzeciwko obskurnego bazaru otoczonego drucianą siatką, na której powiewały wieszaki z koszulami nocnymi w kwieciste wzory".
i poczułam jak - z braku lepszego określenia - każde zdanie wbija mi się mózg. Widziałam wyraźnie cały Mińsk Mazowiecki, skupiający jak w soczewce wszystkie wady planowania przestrzennego Polski średnich miast. Potem towarzyszyłam Olegowi, Polakowi z Białorusi, który zaczął pracę w pewnej sieci społecznościowej i razem z nim zgrzytałam zębami na dźwięk korporacyjnej nowomowy i przeżywałam stres związany z pracą moderatora; muszę przyznać zresztą, że to był mój ulubiony wątek drugiego tomu trylogii "Ukryta Sieć" Jakuba Szamałka, co nie oznacza, że mnie nie interesowały pozostałe: śledztwo dziennikarskie w sprawie zamordowanej camgirl, które wplątało Julitę Wójcicką w niebezpieczną akcję poszukiwawczą i kulisy internetowej kampanii wyborczej pewne partii politycznej. Wciągnęły mnie do tego stopnia, że do książki wróciłam natychmiast, w sobotę rano, przerywając w zasadzie tylko na zaczerpnięcie oddechu. Szamałek nie daje zbyt dużo wytchnienia, czasami tylko rozładowuje napięcie. Na przykład, kiedy Julita odkrywa, że jej partner in crime, Polak wietnamskiego pochodzenia ma na imię Jan Kazimierz, a nieco zawstydzony Janek przyznaje, że rodzice w poszukiwaniu polskich imion zainspirowali się... Pocztem królów polskich.
Jeżeli chodzi o Julitę, to podoba mi się, że autor nie próbował z niej zrobić superbohaterki i na przykład nie kazał jej walczyć z płatnym mordercą, co musiałoby się skończyć jakimiś dziwacznymi zabiegami fabularnymi, typu "na wpół przytomna, uderzyła na oślep, przypadkiem trafiła w potylicę, wykorzystując moment kiedy napastnik zmieniał nabój, po czym usłyszała głuchy odgłos padającego ciała". Nic z tych rzeczy.
Po drugie, Julita nie jest wzorem cnót wszelakich, zwłaszcza kiedy wczujemy się w sytuację jej partnera. Najlepiej to chyba podsumowuje siostra Julity Magda, zarzucając dziennikarce bezmyślną pogoń za adrenaliną, kosztem najbliższych. Pada określenie "adrenaline junkie" i co ciekawe, ostatni raz kiedy pomyślałam w ten sposób o jakimś dziennikarzu miał miejsce po obejrzeniu "Jeszcze jednego dnia życia" poświęconemu wyprawie Kapuścińskiego w głąb rozdartej wojną Angoli.
Wracając do mojego ulubionego wątku, to podobało mi się zestawienie wspomnianej już korporacyjnej nowomowy i dizajnu (pogodne widoki na ścianach) z pracą moderatora wycinającego nieodpowiednie treści (na przykład filmy z egzekucji). Poruszyła mnie też rozmowa szefowej działu bezpieczeństwa z Olegiem, która każe się zastanowić, na ile same wpływamy na obecny kształt mediów społecznościowych klikając w linki o chwytliwych, sensacyjnie brzmiących tytułach. Sama pamiętam, jak jakiś czas temu po Twitterze krążył link do pewnego coveru sióstr Godlewskich. Znaczna część podających dalej ubolewała nad niskim poziomem dzieła i ogólnym upadkiem kultury, nie zadając sobie pytania, po co w ogóle obejrzeli ten klip, wiedząc doskonale, co ich czeka. Na artystkach pewnie ich komentarze nie zrobiłyby większego wrażenia, obie panie ucieszyłyby się zapewne wiedząc, że ich utwór ma coraz większe zasięgi. Tak to działa - patocelebryci sami nie subskrybują swoich kanałów, ani sami sobie nie nabijają zasięgów.
Ten watek zresztą też się pojawia w "Kimkolwiek jesteś", ale autor go nie rozwija. Trochę szkoda, ale od czego będzie następna część cyklu, Szamałek zostawił nas z suspensem, o którym nie mogę zbyt wiele napisać. Dlatego zmienię temat i dodam jeszcze na koniec, że jestem również pod ogromnym wrażeniem pracy włożonej w książkę. W jednym z wywiadów autor przyznaje, że celem zdobycia informacji surfował po darknecie... Wiedziona ciekawością znalazłam w 5 minut instrukcje jak wejść do darknetu, ale chyba zabrakło mi odwagi, żeby z nich skorzystać (albo wyjątkowo wykazałam się rozwagą). Walor edukacyjny książki jest zresztą nie do przecenienia, po kilku godzinach czytania całkiem sporo nauczyłam się o algorytmach Facebooka.
Bez żadnej przesady mogę powiedzieć, że "Kimkolwiek jesteś" może nie być kandydatem do NIKE, ale (razem z pierwszą częścią trylogii) jest jedną z najważniejszych książek, jakie w ubiegłym roku przeczytałam.

Jakub Szamałek
"Kimkolwiek jesteś"
"Ukryta Sieć," cz. 2
Wydawnictwo WAB, 2019
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
-
W 2005 czekałam na zajęcia i czytałam książkę. Ktoś zapytał, czy dobra. Podpisuję się pod wieloma uwagami zgorzkniałego faceta po 40-stce, ...