Disclaimer, wersja skrócona:
Nie znam się.
Disclaimer, wersja rozszerzona:
Nie znam się na pisaniu o kryminałach. Za młodu nie czytałam, byłam tym typem irytującego dzieciaka, który udaje że rozumie Prousta i Joyce'a, a popkulturą gardzi. Potem zamieniłam Prousta i Joyce'a na socjologię i powieści czytałam raz do roku, bo miałam ciągle poczucie, że się nie znam na naukach społecznych i muszę nadrabić. Przełom przyszedł osiem lat temu, kiedy życie się tak ułożyło, że potrzebowałam czegokolwiek, co odwróciłoby moją uwagę od niewesołej rzeczywistości. Czytałam po nocach Stiega Larssona, a teraz...
Przeczytałam w nocy "W imię natury" Pasierskiego i mam mieszane uczucia.
Streszczenie: były pracownik korpo, prawnik, obecnie manager ekologicznej organizacji pozarządowej, ojciec dwójki dzieci, zgłasza zaginięcie żony. Czytelniczce jest z tego powodu smutno, bo pan Mateusz Chrabowski jest sympatyczny i na początku książki opowiedział o swoich problemach rodzinnych i zawodowych, które niedawno rozwiązał. Czytelniczka się tak przejęła, że przeczytała całość w jakieś dwie i pół godziny, ale...
Na pierwszy rzut oka, książka ma pewne plusy. Temat uwikłania w granty organizacji pozarządowych i anonimowość darczyńców zdecydowanie zasługuje na uwagę i w zasadzie szkoda, że nie jest głównym wątkiem książki. "W imię natury" jednak w tę stronę nie poszło, zabłądziło na zwrotach akcji, które autor pospinał w sposób nieco... zaskakujący. Nieślubne dziecko milionera, ukraiński morderca (który przegrywa walkę, bynajmniej nie z profesjonalistą), tortury, fałszywa tożsamość, ucieczki tyleż spektakularne, co niemożliwe... Wiem, że to jest reportaż sądowy i literatura ma swoje prawa, ale w listopadzie pływanie w jeziorze w pełnym ubraniu ma raczej skutek śmiertelny, zwłaszcza, kiedy pływak jest ciężko ranny w nogę i nie bywał regularnie na basenie. Książkowy uciekinier nie tylko przeżył, ale jeszcze przeszedł parę kilometrów (w mokrym ubraniu, a jakże!). W skrócie, mogłam dostać kryminał o biurokracji w sektorze pozarządowym i zakulisowych wojenkach w energetyce, a przeczytałam film gangsterski, który, przy całej mojej sympatii do Chrabowskiego i jego rodziny, był rozczarowujący.
PS Podobnie mieszane uczucia miałam przy poprzedniej książce Pasierskiego, bo wydawało mi się, że autor pod koniec książki zmienił jej początek, tzn. nagiął go tak, żeby pasował do zakończenia, ale z lenistwa nie sprawdziłam, więc może to moje przeoczenie.
Nie znam się.
Disclaimer, wersja rozszerzona:
Nie znam się na pisaniu o kryminałach. Za młodu nie czytałam, byłam tym typem irytującego dzieciaka, który udaje że rozumie Prousta i Joyce'a, a popkulturą gardzi. Potem zamieniłam Prousta i Joyce'a na socjologię i powieści czytałam raz do roku, bo miałam ciągle poczucie, że się nie znam na naukach społecznych i muszę nadrabić. Przełom przyszedł osiem lat temu, kiedy życie się tak ułożyło, że potrzebowałam czegokolwiek, co odwróciłoby moją uwagę od niewesołej rzeczywistości. Czytałam po nocach Stiega Larssona, a teraz...
Przeczytałam w nocy "W imię natury" Pasierskiego i mam mieszane uczucia.
Streszczenie: były pracownik korpo, prawnik, obecnie manager ekologicznej organizacji pozarządowej, ojciec dwójki dzieci, zgłasza zaginięcie żony. Czytelniczce jest z tego powodu smutno, bo pan Mateusz Chrabowski jest sympatyczny i na początku książki opowiedział o swoich problemach rodzinnych i zawodowych, które niedawno rozwiązał. Czytelniczka się tak przejęła, że przeczytała całość w jakieś dwie i pół godziny, ale...
Na pierwszy rzut oka, książka ma pewne plusy. Temat uwikłania w granty organizacji pozarządowych i anonimowość darczyńców zdecydowanie zasługuje na uwagę i w zasadzie szkoda, że nie jest głównym wątkiem książki. "W imię natury" jednak w tę stronę nie poszło, zabłądziło na zwrotach akcji, które autor pospinał w sposób nieco... zaskakujący. Nieślubne dziecko milionera, ukraiński morderca (który przegrywa walkę, bynajmniej nie z profesjonalistą), tortury, fałszywa tożsamość, ucieczki tyleż spektakularne, co niemożliwe... Wiem, że to jest reportaż sądowy i literatura ma swoje prawa, ale w listopadzie pływanie w jeziorze w pełnym ubraniu ma raczej skutek śmiertelny, zwłaszcza, kiedy pływak jest ciężko ranny w nogę i nie bywał regularnie na basenie. Książkowy uciekinier nie tylko przeżył, ale jeszcze przeszedł parę kilometrów (w mokrym ubraniu, a jakże!). W skrócie, mogłam dostać kryminał o biurokracji w sektorze pozarządowym i zakulisowych wojenkach w energetyce, a przeczytałam film gangsterski, który, przy całej mojej sympatii do Chrabowskiego i jego rodziny, był rozczarowujący.
PS Podobnie mieszane uczucia miałam przy poprzedniej książce Pasierskiego, bo wydawało mi się, że autor pod koniec książki zmienił jej początek, tzn. nagiął go tak, żeby pasował do zakończenia, ale z lenistwa nie sprawdziłam, więc może to moje przeoczenie.
Jędrzej Pasierski
"W imię natury"
Wydawnictwo Czarne, 2019

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz