Trzy wartości były dla niego szczególnie ważne: „praca, udział we władzy i poczucie własnej godności”. Dawał mu je komunizm, a potem przestał, co doprowadziło do buntu i zmiany systemu. Oczekiwania jednak pozostały niezmienione. Kto się tak nie potrafił zaadaptować?
Oto on, tischnerowski homo sovieticus z roku 1992. Bohater „Homo sovieticusa i etyki solidarności” po 27 latach wciąż żyje w języku potocznym. Tyle że, w odróżnieniu od pierwowzoru, niewiele ma wspólnego z pracą, władzą, czy godnością. Ot, taka plama na strukturze społecznej, wypełniona wyuczoną bezradnością i resentymentem. Z pierwowzorem łączy go bezkrytyczne uwielbienie dla zastałych struktur społecznych. Nie lubi zmian, jest symbolem polskiego zaścianka.
Po lekturze najnowszej książki Filipa Springera, Dwunaste: nie uciekniesz, można jednak odnieść wrażenie, że podobne zjawiska nie ograniczają się wyłącznie do Polski. Tym razem Springer wyruszył w podróż po Danii, gdzie próbuje zrozumieć mityczne Jante, fikcyjną miejscowość (zdumiewająco podobną do miasta Nykobing Mors), która stała się głośna w latach 30 ubiegłego wieku, za sprawą powieści Aleksa Sandemose’a „Uciekinier przecina swój ślad”. Główny bohater, Espen Arnakke, wychowuje się w miejscu, gdzie panuje niepisane dziesięć przykazań.
1. Nie sądź, że jesteś kimś wyjątkowym.
2. Nie sądź, że nam dorównujesz.
3. Nie sądź, że jesteś mądrzejszy od nas.
4. Nie sądź, że jesteś lepszy od nas.
5. 5. Nie sądź, że wiesz więcej niż my…
Etc.
To jeszcze nie wszystko, bo pewnym uzupełnieniem tej listy jest jedenaste: nie myśl, że nic o tobie nie wiemy. Przykazania Jante działają wstecz i nie rozróżniają sprawców od ofiar.
„Tuż przede mną szła mała dziewczynka. Kiedy ich minęła przerwali gadanie i długo się w nią wpatrywali. Znalazłem się przy nich i słyszałem, co mówią: tak, to była ta... Wcześniej doszło do jakiejś afery, mężczyzna poszedł siedzieć. A to była ofiara (...). Ich śmiech wciąż przyprawia mnie o ciarki, nawet po blisko trzydziestu latach” (Sandemose, s. 197, 198, 200 za: Springer, loc 2038).
Nie masz szans na nowy start, chyba że weźmiesz przykład z Espena i po prostu z niej wyjedziesz. Książka, jak się można domyślić, wywołała niemały skandal, tym bardziej, że na pewnym egzemplarzu w bibliotece ktoś z tyłu dopisał klucz do powieści: X jest pedofilem, Y to złodziej. Zaczyna się od zapisków, a kończy się na wybitych szybach, bezczeszczonych nagrobkach i pobiciach.
Współcześnie Duńczycy opracowali pozytywną, w swoim mniemaniu, wersję prawa Jante zaczynająca się od „1. Nie sądź, że jesteś nikim. 2. Nie sądź, że nam nie dorównujesz, 3. Nie sądź, że jesteś głupszy od nas...”Problem jednak polega na tym, że zarówno nowa, jak i stara wersja, wydają się sobie nie radzić z wszelkiego rodzaju innością. Gorsza czy lepsza, masz być taka sama. Nie kupuj samochodu, jeżeli nikt tego nie robi. Nie podróżuj, nikt nie jeździ na wakacje. Nie zasłaniaj okna, bo nikt inny nie ma zasłon. Nie wprowadzaj zmian, bo cię znienawidzą, ostrzega Mette, której sąsiedzi przestali się kłaniać, bo chciała zrewolucjonizować podział prac sąsiedzkich przy sprzątaniu zieleni we wspólnocie.
Nie obrażaj społeczności swoimi dziwacznymi wyborami życiowymi. Główny bohater powieści Sandemose’a chciał być zoologiem, jednak wyśmiano go i zrezygnował. Spodziewałem się ciebie na raczej na kasie w supermarkecie niż w teatrze (...) Nie powinno cię tu być (loc. 2013), karci były nauczyciel Brigitte, jedną z rozmówczyń Springera, ofiarę molestowania seksualnego. Historia tej kobiety jest zresztą doskonałą ilustracją jedenastego prawa Jante: o jej cierpieniu
wszyscy wiedzieli. Przecież spędzałam u niego więcej czasu niż we własnym domu. Matka wiedziała, do kogo chodzę. Nocowałam tam. Wszyscy we Flade widzieli, bo tu nikt nie zasłania okien. On się z tym nie krył, często chodziliśmy na spacery. Wiesz, jak tu na mnie mówili przez te wszystkie lata (...) Mała żona Egona. (loc. 2079)
Podobnie jak homo sovieticus, termin prawo Jante zaczął żyć własnym życiem, a wielu publicystów, którzy go upowszechnili, książki Sandemose’a zwyczajnie nie przeczytało, w tym:
dziennikarze „The Copenhagen Post”, „The Murmur”, „Marie Claire”, „Entrepreneur Europe”, „The Dai-ly Star”, „”The Independent, „Conde Nast”, „National Geographic Traveller”, „The Observer” i „The Washington Post” (loc. 755)
Jest to zresztą lektura dla koneserów, „Uciekiner..” to długi i chaotyczny wywód pełen powtórzeń, i o ile można na początku współczuć wychowywanemu w opresyjnej społeczności Epsenowi, o tyle po pewnym czasie ta maniera irytuje tak bardzo aż się chce powtórzyć za aktorem Poulem Stormem: „to zostało napisane z perspektywy trzydziesto-parolatka, który nadal ma za złe koledze, że poskarżył na niego w szkole. A chodziło o kradzież jabłka czy inną bzdurę” (loc. 1657) . Współczucie dla Sandemose’a skutecznie zresztą przechodzi, kiedy się posłucha opowieści jego syna. W biografii ojca, niedoszłego laureata Nobla, zatytułowanej „Uciekinier” Jorgen Sandemose odmalował obraz agresywnego i nieczuły sadysty, dłużnika i podpalacza o skłonnościach pedofilskich. Niektórymi wspomnieniami podzielił się ze Springerem:
„że dzień później [ojciec] podpalił dom. Że na ich [dzieci] oczach zastrzelił psa. Że gołymi rękami zadusił kurę, choć nie zamierzał jej jeść”(loc. 2493)
„Dwunaste: nie uciekniesz” przedstawia Danię, jako pospinany mostami kraj, gdzie hygge współistnieje z prawem Jante. Springer doskonale obnaża ten paradoks, zestawiając ze sobą dane od World Happiness Report (Dania drugim najszczęśliwszym krajem do życia) z Survey Expat Insider (Dania najmniej gościnnym krajem). Jeden z sześciu najlepiej rządzonych krajów na świecie (Basic Human Needs) i jeden z pięciu o najwyższym spożyciu depresantów (Business Insider).
Autor unika przy tym pułapek myślowych, które często pojawiają się w polskim dyskursie o Skandynawii wpadającym z jednej strony w bezkrytyczne uwielbienie i ubolewanie, że Polacy nie jeżdżą tak dobrze rowerami, połączone z chęcią skopiowania i wklejenia całości tamtych rozwiązań do Polski, z drugiej strony w podsycone schadenfreude oburzenie nad rzekomym skandynawskim zamordyzmem. Czytając historie mostów i opisy wybrzeża, miałam ochotę rzucić wszystko i pojechać do Kopenhagi, choćby po to, żeby przy kawie z bułką cynamonową podziwiać wszystkie odcienie duńskiej szarości i myśleć o rzekomo typowo polskich zjawiskach występujących na skalę globalną.
Pozostaje pytanie, jak w Jante odnalazłby się homo sovieticus? Gdyby zobaczył transmisję z konkursu na najbardziej duńską rodzinę (organizowanego przez Państwowe Muzeum Sztuki w Kopenhadze) mógłby poczuć się zażenowany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz